wtorek, 5 maja 2009

Sukces rodzi porażkę

24 kwietnia 2009 w Krakowie, na festiwalu Off Plus Camera miała miejsce premiera filmu Xawerego Żuławskiego "Wojna polsko-ruska", na podstawie książki Doroty Masłowskiej. (...)


W przypadku Żuławskiego, do pewnego stopnia chodzi o to samo, co w przypadku samej Masłowskiej. Debiut, czyli film "Chaos" bezdyskusyjnie był obietnicą sporego talentu. Pytanie natomiast brzmiało, czy nadejdzie też drugie, lepsze dzieło ugruntowujące pozycję młodego artysty czy młodej pisarki. Skromnym zdaniem piszącego te słowa, film udał się bardzo. I dlatego będzie trudno o komercyjny sukces. Niezwykle trudno.

---
"W gabinecie krzywych zwierciadeł", Marcina Sawickiego recenzja filmu Xawerego Żuławskiego „Wojna polsko-ruska", 26 kwietnia 2009 r.

niedziela, 1 lutego 2009

Etyczna geneza zarządzania projektami

Genezy współczesnego zarządzania projektami można dopatrzyć się już XV-wiecznej reformacji protestanckiej. Protestanci, a następnie purytanie, do bliskich sobie idei zaliczali:

1. Redukcjonizm – usuwanie zbytecznych elementów procesów czy "ceremonii" (ceregieli), a następnie dzielenie procesów na mniejsze części w celu ich jak najlepszego przyswojenia i zrozumienia.

2. Indywidualizm – przeświadczenie o tym, że jesteśmy jednostkami niezależnymi i aktywnymi, które mogą podejmować różnorodne ryzyka.

3. Etykę pracy – do czasu rewolucji protestanckiej większość ludzi uznawała pracę za zło konieczne (lub co najwyżej jedynie jako środek do celu). Dla protestantów służba Bogu oznaczała aktywne uczestnictwo w ziemskich wydarzeniach i pracę na rzecz ich kształtowania, rozumianą jako część boskiego planu stworzenia i zarazem cel każdej jednostki.

Idee powyższe zostały włączone w filozofie liberalizmu gospodarczego (koncepcje rozwoju własnego interesu i dbania o niego oraz niewidzialnej ręki rynku) oraz newtonianizmu (natura jako harmonijny mechanizm, którego badanie części prowadzi do zrozumienia całości), a następnie tayloryzmu i rozwoju klasycznej szkoły nauki o zarządzaniu.

---
Swobodne tłumaczenie fragmentu artykułu "The Origins of Modern Project Management", Patrick Weaver, Mosaic Project Services Pty Ltd, kwiecień 2007 r.

środa, 21 stycznia 2009

Roztargnienie bywa bolesne w skutkach

Robert Mazurek: Roztargnienie bywa bolesne w skutkach.

Artur Andrus: Mistrzostwem była rozmowa pewnej dziennikarki radiowej z Wiesławem Michnikowskim. Aktor dał się namówić na wywiad, a ona zaczyna tak: "W naszym mieście z gościnnymi występami przebywa Edward Dziewoński. Chciałam pana zapytać...". I Michnikowski bez mrugnięcia okiem występował w roli Dziewońskiego, opowiadał, jak to zakładał kabaret "Dudek", grał w "Eroice" i Teatrze Syrena, a na koniec dodał, że chciałby pozdrowić słuchaczy i sprostować, że nie nazywa się Edward Dziewoński, tylko Wiesław... Gołas. To powinno trafić do muzeum dziennikarstwa polskiego.

RM: Obok wywiadu dziennikarki z Bydgoszczy, która postanowiła przygwoździć Jarosława Kaczyńskiego i spytała go na żywo: "Czemu inwigilował pan prawicę?".

AA: Tu ciekawy musiał być wyraz twarzy Kaczyńskiego, bo ona zapewne uważała, że wszystko jest w porządku. Nic chyba nie przebije jednak słynnego pytania do Władysława Bartoszewskiego: "Panie profesorze, w czasie II wojny światowej zginęło sześć milionów Żydów. Dużo to czy mało?".

---
"Chałturzyłem z panienkami", Wywiad z Arturem Andrusem, Dziennik.pl, 31 maja 2008 r.

sobota, 3 stycznia 2009

Wróżbici w mniejszości

Największe ryzyko wynika z faktu, że pośrednicy (wróżbici) mogą się mylić. Może także dochodzić między nimi do rywalizacji prowadzącej do fatalnych konsekwencji; autora Księgi Daniela cieszy egzekucja wszystkich pokonanych przez Daniela proroków chaldejskich.

Sennacherib podzielił wróżbitów na grupy i tylko ich jednomyślne oświadczenie zostało uznane za wiążące; cóż by się jednak stało, gdyby powstały między nimi różnice zdań? Herodot opowiada o postępowaniu Scytów w przypadku choroby króla. Wzywają wówczas trzech wróżbiarzy, którzy z reguły mówią, że ktoś złożył fałszywą przysięgę "na ognisko króla", co spowodowało jego chorobę. Jeśli oskarżony zaprzecza swej winie, wzywa się kolejnych sześciu wróżbiarzy, i procedura się powtarza, dopóki większość głosów nie wskaże na prawdziwego winowajcę. Następnie pali się na stosie wróżbitów, którzy znaleźli się w mniejszości.

---
"Stwarzanie świętości: Ślady biologii we wczesnych wierzeniach religijnych", Burkert Walter, s. 159-160, Wydawnictwo Homini, Kraków 2006

Instynkt a premedytacja

(...) Niewątpliwie mniej znany jest obecnie pewien niecodzienny rytuał dziewiętnastowieczny. Złodzieje w Niemczech i Austrii, prawdopodobnie w całej Europie, wierzyli, że zabezpieczą się przed pościgiem i wyśledzeniem, jeśli zostawią swój kał na miejscu przestępstwa, i postępowali zgodnie z tym przekonaniem. Biologiczna reakcja na panikę w przerażającej sytuacji zmieniła się w magię atropaiczną; to, co mogło się zdarzyć instynktownie, czyni się z premedytacją. Praktyka ta jest ważna ze względu na współgranie programu biologicznego, zabobonnego, choć świadomego rytuału magicznego i racjonalnej kontroli sytuacji.

Zabobon zrodził się z chwilą, gdy akt defekacji został zreinterpretowany i przypisano mu magiczną skuteczność za sprawą nieoczywistej przyczynowości. W religii greckiej bogini Hekate, którą można określić jako wcielenie paniki ogarniającej nas w mroku, jest "zjadaczką ekskrementów", borborophorba.

---
"Stwarzanie świętości: Ślady biologii we wczesnych wierzeniach religijnych", s. 71-72, Burkert Walter, Wydawnictwo Homini, Kraków 2006

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Służba w milczeniu

Jadalnia znajdowała się poniżej poziomu ulicy i przez okratowane okienko widać było stopy i nogi przechodzących chodnikiem. Światło z zielonego abażuru padało prosto na biały obrus; zebrały się tu, niczym na festyn wspomnień, stare przedmioty rodzinne.

Usiedliśmy i wszyscy we troje milczeliśmy przez chwilę; wówczas wszystkie przedmioty na stole wydawały się drogocennymi formami, ulepionymi z ciszy. Zaczęły wkraczać na obrus nasze ręce; wydawały się naturalnymi mieszkańcami stołu.

Pomyślałem o życiu rąk. Wiele lat temu jakieś ręce zmusiły te przedmioty ze stołu do przybrania formy. Po długich wędrówkach przedmioty te odnalazły swoje miejsce w jakimś kredensie. Owe istoty z zastawy musiały służyć wielu rodzajom rąk. Któraś z nich nakładała jedzenie na gładkie i lśniące oblicza talerzy, inne zmuszały dzbanki do napełniania i opróżniania swojego łona, sztućce do zanurzania się w mięsie, do rozdzierania go i niesienia kawałków do ust. W końcu były też te istoty myte, wycierane i odprowadzane do swoich malutkich mieszkanek. Niektóre z nich mogły przeżyć wiele par rąk; jedne z tych rąk mogły być dla nich dobre, kochać je i napełniać wspomnieniami, ale one musiały przez cały czas służyć w milczeniu.

---
"W zaczarowanym zwierciadle: Opowiadania fantastyczne Ameryki Łacińskiej", zbiór opowiadań/nowel, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1977

sobota, 4 października 2008

Terapia a moce twórcze

Raz byłem u psychiatry. Robiłem coś, co stawało się w moim życiu regułą, i pomyślałem: No cóż, powinienem pogadać z psychiatrą.

Kiedy wszedłem do gabinetu, zadałem mu pytanie: "Myśli pan, że terapia mogłaby w jakiś sposób upośledzić moje moce twórcze?" A on na to: "Cóż, muszę być z panem szczery: owszem, mogłaby". Uścisnąłem mu dłoń i wyszedłem.

---
"W pogoni za wielką rybą", David Lynch, REBIS, Poznań 2007

piątek, 26 września 2008

Coś za coś... ale za to wysokiej jakości!

- Mnie zawsze pasowała skromność, ale w zachodnich standardach. Jest coś za coś. Dowcip z "New Yorkera" mi się przypomina, jak ktoś się modli: "Panie Boże, o niewiele cię proszę, ale chciałbym, żeby wszystko, co mi dasz, było najwyższej jakości". To jest moje credo.

---
Juliusz Machulski w wywiadzie "Seks był wabikiem", Duży Format - Gazeta Wyborcza, 2.09.2008 r.

wtorek, 9 września 2008

Wszyscy jesteśmy zaprogramowani... czy nie?

Przyznając, że trudno znaleźć taki produkt czy przykład działania (nie wyglądające na wynik zaprogramowania), część najodważniejszych entuzjastów sztucznej inteligencji wysunęła twierdzenie, iż nie podobna ustalić do jakiego stopnia każda ludzka praca, włącznie z dziełem Einsteina, jest naprawdę niezaprogramowana. Mamy tu oczywiście do czynienia ze starą tezą Skinnera, że nie ma czegoś takiego, jak prawdziwie spontaniczna, nieuwarunkowana myśl lub czynność. Jest tylko dostrzegalne zachowanie (behawior), którego przesłanki mogą się wymykać naszej świadomej obserwacji, i które, kierując się właściwą nam potrzebą wiary w wolność i godność człowieka, mitologizujemy, uznając za oryginalne, tworzone w najbardziej znaczącym sensie przez nas samych, a nie przez innych.

W ujęciu Marvina Minskiego teza behawiorystów dostarcza wspaniałej okazji do pobicia krytyków sztucznej inteligencji ich własną bronią. To prawda, że komputery nigdy nie spełnią stawianych im wymogów. Nie da się udowodnić, że ich wytwory nie są, w ostatecznej instancji, wynikiem uprzedniego zaprogramowania, ale to samo można powiedzieć i o nas. Umysł człowieka to tylko zbiór "maszyn mózgowych".

---
"Miękkie ostrze: Naturalna historia i przyszłość rewolucji informacyjnej", Paul Levinson, s. 358, Warszawskie Wydawnictwo Literackie "Muza"

niedziela, 24 sierpnia 2008

Entuzjazm a obiegowa opinia

Zgodnie z obiegową opinią entuzjazm odczuwa się, gdy osiągnie się w czymś sukces - uczucie pojawia się po fakcie. Ale (Frank) Betger odkrył prawdziwość obserwacji harwardzkiego filozofa Williama Jamesa twierdzącego, że zachowanie może stworzyć uczucie; znaczy to tyle, że możesz podekscytować się czymś, po prostu odgrywając ekscytację tą rzeczą.

W dalszej części swej książki Bettger przepowiada rozwinięcie tego, co znamy dziś jako nauki kognitywne, sugerując, że częste ćwiczenie uśmiechu wyzwala w człowieku uczucie radości i życzliwości.

---
"50 dzieł klasyki sukcesu", Tom Butler-Bowdon, s. 34, Wydawnictwo HELION, Gliwice 2008