Nie przypadkiem na demonstracje KOD-u chadza głównie starsze pokolenie: ludzie, którzy nierzadko ostatnio widzieli się przy okazji studenckich protestów w latach 80. To generacja "Solidarności", która - z mniejszym bądź większym oporem, ale w końcu - przełknęła kompromis okrągłostołowy, zaakceptowała "kierunek przemian" i uważa, że "coś nam się w okresie transformacji udało": Polska przyjęła instytucje demokracji liberalnej i stała się pełnoprawną członkinią Unii Europejskiej. Ta generacja zna PRL z autopsji i wie, że ówczesne roczniki statystyczne, które dowodziły, że Polska to pierwsza potęga gospodarcza świata, a dziś wracają jako autorytet w młodolewicowej ekonomii, najzwyczajniej kłamały.
Mówiąc Williamem Blakiem: to Pieśń Doświadczenia stająca naprzeciw Pieśni Niewinności. Mało wśród nas, sympatyków KOD-u, nieskalanych "pięknych dusz"; przeważa poczucie, nie zawsze przyjemne, że bronimy kompromisu, który w różnych punktach faktycznie okazał się dość zgniły. Wielu z nas przez lata krytykowało plan Balcerowicza, zaniedbania na polu socjalnym, kurczenie się państwa, obojętność wobec problemów prekariatu. A jednak kiedy do władzy doszedł PiS, jesteśmy gotowi bronić tego, co uznajemy za dobre: wszystkich tych posunięć, dzięki którym udało nam się wyjść z mroków PRL-u. To jest nasz Egipt, do którego za nic nie chcemy wracać.
---
Agata Bielik-Robson "Dlaczego Razem zezuje na prawo", Gazeta Wyborcza, 20-21.02.2016 r.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liberalizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liberalizm. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 21 lutego 2016
czwartek, 22 sierpnia 2013
Mocne i słabe strony liberalizmu
"(...) zdaję sobie sprawę z tego, że postawa liberalna ma swoje słabości. Największa, jaką dostrzegam, polega na tym, że postawa liberalna działa dobrze (w sensie psychologicznym, nie politycznym), dopóki masz dystans do innych. Kiedy go tracisz, bo zaczyna ci na kimś zależeć, liberalizm funkcjonuje gorzej. Bo zwyczajnie nie chcesz, żeby ktoś, na kim ci zależy, sobie nie szkodził. W ogóle nie ma chyba niczego piękniejszego na Ziemi, niż widok człowieka, który pracuje w pozytywnym znaczeniu tego słowa, który się doskonali.
Postawa liberalna działałaby doskonale, gdyby każdy był najlepszym sędzią we własnej sprawie. Niestety tak nie jest. Jakże często działamy pod wpływem emocji, kierujemy się zachcianką, dajemy się kierować swoim słabościom. Może czasami przydałby się ktoś, kto powiedziałby „stop”. Liberał może to uczynić, ale tylko w sposób „słaby”, odwołując się jedynie do rozsądku tego, do kogo kieruje swoje napomnienia. Rzecz jasna nie mówimy tutaj o sytuacjach łamaniu prawa. Ale tu też właśnie otwiera się niebezpieczeństwo dla pewnych odmian liberalizmu – żeby to, co złe, penalizować. I w ten sposób liberał niepostrzeżenie zamienia się w totalitarystę i paternalistę, jak to się dzieję moim zdaniem w przypadku Stanów Zjednoczonych. To też mi się nie podoba.
Konkludując: postawa liberalna jest moim zdaniem mimo wszystko najmniejszym złem, zakłada bowiem taktowanie dorosłych jak dorosłych, nie jak dzieci. I chociaż przynosi to czasem cierpienie, gdy widzisz, ze ktoś, na kim ci zależy, swoje życie zamienia w gówno, szacunek dla niego wymaga, abyś mu na to pozwolił. „Bo z tylu różnych dróg przez życie, każdy ma prawo wybrać źle” – jak śpiewał Jacek Kaczmarski.
A w końcu, dla równowagi i pozytywne przesłanie, które moim zdaniem wpisane jest w „dobry” liberalizm.
Odkąd pamiętam na przykład zawsze zależało mi na wykształceniu i też innych oceniałem z perspektywy ich wykształcenia. Teraz to się trochę zmieniło, bo wiem, że wykształcenie nie immunizuje na chamstwo i jest wielu zwyczajnie nieuczciwych, choć wykształconych ludzi. Jednakowoż moim zdaniem wiedza nikomu nie zaszkodzi. Ale w ogóle perfekcja - dobrze wykonywana praca, sport itd., czynią człowieka pięknym. I odwrotnie – upadek, lenistwo, marazm, interesowność, materializm, oszpecają człowieka. Nie ma więc niczego przykrzejszego nad widok kogoś, kto marnuje swój potencjał, swoje możliwości, kto nie staje się tym, kim mógłby być.
I w tym sensie postawa konsekwentnie liberalna może trochę uwierać, bo chciałbyś wtrącić się w czyjeś życie, żeby pomóc, skorygować błędy itd. Oczywiście, także liberał może to zrobić, ale tylko w ograniczonym wymiarze, co najwyżej wskazując zagrożenia i sugerując właściwe rozwiązania. Jednak to wszystko. Dalej zaczyna się zgubny paternalizm. A jednak rozumiem do pewnego stopnia tych, którzy w dobrej wierze zakazują czegoś, co uważają za szkodliwe. Rozumiem nawet osoby religijne, które próbują nawracać na swoją wiarę. Jeżeli są przekonani o swojej słuszności (jak rozumiem zaś, na takim właśnie, głębokim przekonaniu zasadza się wiara), to nie dziwne, ze próbują innych zaprowadzić do swojego raju. W tych pozytywnych przypadkach, a moja życzliwa interpretacja zjawiska religijności to zakłada, wynika to z autentycznej troski. Sam nie jestem osobą religijną, ale też nie jestem „religiożercą”, jak Dawkins i inni. Nie jestem też zwolennikiem freudowskiego (szerzej, charakterystycznego w ogóle dla filozofii podejrzeń (Marks, Nietzsche)) doszukiwania się we wszystkim „drugiego dna”, jakichś podtekstów seksualnych, interesowności itd. Moim zdaniem jest to zwyczajnie niesmaczne, także w odniesieniu do religii. Bo są na świecie ludzie, którzy rzeczywiście kierują się troską o dobro innych, albo dążeniem do perfekcji, czy ideałów. Ci, którzy twierdzą, że jest inaczej, przyjmują często postawę heglowskich lokajskich historyków. Heglowi chodziło o to, że lokaj, zdejmując buty swemu panu z „zażenowaniem” ogłasza światu, że panu śmierdzą nogi. Na tym polega dzisiejsze „odbrązawianie” wszystkiego, demistyfikacja, wręcz ferwor demistyfikowania i doszukiwania się w każdej altruistycznej postawie „drugiego dna”, jakiejś słabości itd. Wszystko to a propos liberalizmu, który niestety posługuje się często równie brudnymi metodami w próbach dyskredytacji swoich przeciwników, jak konserwatyści.
Postawa liberalna działałaby doskonale, gdyby każdy był najlepszym sędzią we własnej sprawie. Niestety tak nie jest. Jakże często działamy pod wpływem emocji, kierujemy się zachcianką, dajemy się kierować swoim słabościom. Może czasami przydałby się ktoś, kto powiedziałby „stop”. Liberał może to uczynić, ale tylko w sposób „słaby”, odwołując się jedynie do rozsądku tego, do kogo kieruje swoje napomnienia. Rzecz jasna nie mówimy tutaj o sytuacjach łamaniu prawa. Ale tu też właśnie otwiera się niebezpieczeństwo dla pewnych odmian liberalizmu – żeby to, co złe, penalizować. I w ten sposób liberał niepostrzeżenie zamienia się w totalitarystę i paternalistę, jak to się dzieję moim zdaniem w przypadku Stanów Zjednoczonych. To też mi się nie podoba.
Konkludując: postawa liberalna jest moim zdaniem mimo wszystko najmniejszym złem, zakłada bowiem taktowanie dorosłych jak dorosłych, nie jak dzieci. I chociaż przynosi to czasem cierpienie, gdy widzisz, ze ktoś, na kim ci zależy, swoje życie zamienia w gówno, szacunek dla niego wymaga, abyś mu na to pozwolił. „Bo z tylu różnych dróg przez życie, każdy ma prawo wybrać źle” – jak śpiewał Jacek Kaczmarski.
A w końcu, dla równowagi i pozytywne przesłanie, które moim zdaniem wpisane jest w „dobry” liberalizm.
Przesłanie Nietzschego: „Lecz na miłość i nadzieję moją zaklinam cię, bracie, nie wyrzucaj bohatera z swej duszy! Dzierżyj święcie swą najwyższą nadzieję!” [F. Nietzsche, „Tako rzecze Zaratustra, „ O drzewie na wzgórzu”, przeł. Wacław Berent, Poznań 1995, s. 38]."
---
Michał Kacprzak, wpis na Facebook 18.08.2013 r.
niedziela, 1 lutego 2009
Etyczna geneza zarządzania projektami
Genezy współczesnego zarządzania projektami można dopatrzyć się już XV-wiecznej reformacji protestanckiej. Protestanci, a następnie purytanie, do bliskich sobie idei zaliczali:
1. Redukcjonizm – usuwanie zbytecznych elementów procesów czy "ceremonii" (ceregieli), a następnie dzielenie procesów na mniejsze części w celu ich jak najlepszego przyswojenia i zrozumienia.
2. Indywidualizm – przeświadczenie o tym, że jesteśmy jednostkami niezależnymi i aktywnymi, które mogą podejmować różnorodne ryzyka.
3. Etykę pracy – do czasu rewolucji protestanckiej większość ludzi uznawała pracę za zło konieczne (lub co najwyżej jedynie jako środek do celu). Dla protestantów służba Bogu oznaczała aktywne uczestnictwo w ziemskich wydarzeniach i pracę na rzecz ich kształtowania, rozumianą jako część boskiego planu stworzenia i zarazem cel każdej jednostki.
Idee powyższe zostały włączone w filozofie liberalizmu gospodarczego (koncepcje rozwoju własnego interesu i dbania o niego oraz niewidzialnej ręki rynku) oraz newtonianizmu (natura jako harmonijny mechanizm, którego badanie części prowadzi do zrozumienia całości), a następnie tayloryzmu i rozwoju klasycznej szkoły nauki o zarządzaniu.
---
Swobodne tłumaczenie fragmentu artykułu "The Origins of Modern Project Management", Patrick Weaver, Mosaic Project Services Pty Ltd, kwiecień 2007 r.
1. Redukcjonizm – usuwanie zbytecznych elementów procesów czy "ceremonii" (ceregieli), a następnie dzielenie procesów na mniejsze części w celu ich jak najlepszego przyswojenia i zrozumienia.
2. Indywidualizm – przeświadczenie o tym, że jesteśmy jednostkami niezależnymi i aktywnymi, które mogą podejmować różnorodne ryzyka.
3. Etykę pracy – do czasu rewolucji protestanckiej większość ludzi uznawała pracę za zło konieczne (lub co najwyżej jedynie jako środek do celu). Dla protestantów służba Bogu oznaczała aktywne uczestnictwo w ziemskich wydarzeniach i pracę na rzecz ich kształtowania, rozumianą jako część boskiego planu stworzenia i zarazem cel każdej jednostki.
Idee powyższe zostały włączone w filozofie liberalizmu gospodarczego (koncepcje rozwoju własnego interesu i dbania o niego oraz niewidzialnej ręki rynku) oraz newtonianizmu (natura jako harmonijny mechanizm, którego badanie części prowadzi do zrozumienia całości), a następnie tayloryzmu i rozwoju klasycznej szkoły nauki o zarządzaniu.
---Swobodne tłumaczenie fragmentu artykułu "The Origins of Modern Project Management", Patrick Weaver, Mosaic Project Services Pty Ltd, kwiecień 2007 r.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
