Pojedynek w Go pomiędzy człowiekiem a maszyną: maszyna wygrywa
'Machine Changes Human
As he (Lee Sedol) played match after match with AlphaGo over the past five months, he watched the machine improve. But he also watched himself improve. The experience has, quite literally, changed the way he views the game. When he first played the Google machine, he was ranked 633rd in the world. Now, he is up into the 300s. In the months since October, AlphaGo has taught him, a human, to be a better player. He sees things he didn’t see before. And that makes him happy. “So beautiful,” he says. “So beautiful.”'
---
"The Sadness and Beauty of Watching Google’s AI Play Go", Wired, http://www.wired.com/2016/03/sadness-beauty-watching-googles-ai-play-go/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą człowiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą człowiek. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 13 marca 2016
czwartek, 22 sierpnia 2013
Mocne i słabe strony liberalizmu
"(...) zdaję sobie sprawę z tego, że postawa liberalna ma swoje słabości. Największa, jaką dostrzegam, polega na tym, że postawa liberalna działa dobrze (w sensie psychologicznym, nie politycznym), dopóki masz dystans do innych. Kiedy go tracisz, bo zaczyna ci na kimś zależeć, liberalizm funkcjonuje gorzej. Bo zwyczajnie nie chcesz, żeby ktoś, na kim ci zależy, sobie nie szkodził. W ogóle nie ma chyba niczego piękniejszego na Ziemi, niż widok człowieka, który pracuje w pozytywnym znaczeniu tego słowa, który się doskonali.
Postawa liberalna działałaby doskonale, gdyby każdy był najlepszym sędzią we własnej sprawie. Niestety tak nie jest. Jakże często działamy pod wpływem emocji, kierujemy się zachcianką, dajemy się kierować swoim słabościom. Może czasami przydałby się ktoś, kto powiedziałby „stop”. Liberał może to uczynić, ale tylko w sposób „słaby”, odwołując się jedynie do rozsądku tego, do kogo kieruje swoje napomnienia. Rzecz jasna nie mówimy tutaj o sytuacjach łamaniu prawa. Ale tu też właśnie otwiera się niebezpieczeństwo dla pewnych odmian liberalizmu – żeby to, co złe, penalizować. I w ten sposób liberał niepostrzeżenie zamienia się w totalitarystę i paternalistę, jak to się dzieję moim zdaniem w przypadku Stanów Zjednoczonych. To też mi się nie podoba.
Konkludując: postawa liberalna jest moim zdaniem mimo wszystko najmniejszym złem, zakłada bowiem taktowanie dorosłych jak dorosłych, nie jak dzieci. I chociaż przynosi to czasem cierpienie, gdy widzisz, ze ktoś, na kim ci zależy, swoje życie zamienia w gówno, szacunek dla niego wymaga, abyś mu na to pozwolił. „Bo z tylu różnych dróg przez życie, każdy ma prawo wybrać źle” – jak śpiewał Jacek Kaczmarski.
A w końcu, dla równowagi i pozytywne przesłanie, które moim zdaniem wpisane jest w „dobry” liberalizm.
Odkąd pamiętam na przykład zawsze zależało mi na wykształceniu i też innych oceniałem z perspektywy ich wykształcenia. Teraz to się trochę zmieniło, bo wiem, że wykształcenie nie immunizuje na chamstwo i jest wielu zwyczajnie nieuczciwych, choć wykształconych ludzi. Jednakowoż moim zdaniem wiedza nikomu nie zaszkodzi. Ale w ogóle perfekcja - dobrze wykonywana praca, sport itd., czynią człowieka pięknym. I odwrotnie – upadek, lenistwo, marazm, interesowność, materializm, oszpecają człowieka. Nie ma więc niczego przykrzejszego nad widok kogoś, kto marnuje swój potencjał, swoje możliwości, kto nie staje się tym, kim mógłby być.
I w tym sensie postawa konsekwentnie liberalna może trochę uwierać, bo chciałbyś wtrącić się w czyjeś życie, żeby pomóc, skorygować błędy itd. Oczywiście, także liberał może to zrobić, ale tylko w ograniczonym wymiarze, co najwyżej wskazując zagrożenia i sugerując właściwe rozwiązania. Jednak to wszystko. Dalej zaczyna się zgubny paternalizm. A jednak rozumiem do pewnego stopnia tych, którzy w dobrej wierze zakazują czegoś, co uważają za szkodliwe. Rozumiem nawet osoby religijne, które próbują nawracać na swoją wiarę. Jeżeli są przekonani o swojej słuszności (jak rozumiem zaś, na takim właśnie, głębokim przekonaniu zasadza się wiara), to nie dziwne, ze próbują innych zaprowadzić do swojego raju. W tych pozytywnych przypadkach, a moja życzliwa interpretacja zjawiska religijności to zakłada, wynika to z autentycznej troski. Sam nie jestem osobą religijną, ale też nie jestem „religiożercą”, jak Dawkins i inni. Nie jestem też zwolennikiem freudowskiego (szerzej, charakterystycznego w ogóle dla filozofii podejrzeń (Marks, Nietzsche)) doszukiwania się we wszystkim „drugiego dna”, jakichś podtekstów seksualnych, interesowności itd. Moim zdaniem jest to zwyczajnie niesmaczne, także w odniesieniu do religii. Bo są na świecie ludzie, którzy rzeczywiście kierują się troską o dobro innych, albo dążeniem do perfekcji, czy ideałów. Ci, którzy twierdzą, że jest inaczej, przyjmują często postawę heglowskich lokajskich historyków. Heglowi chodziło o to, że lokaj, zdejmując buty swemu panu z „zażenowaniem” ogłasza światu, że panu śmierdzą nogi. Na tym polega dzisiejsze „odbrązawianie” wszystkiego, demistyfikacja, wręcz ferwor demistyfikowania i doszukiwania się w każdej altruistycznej postawie „drugiego dna”, jakiejś słabości itd. Wszystko to a propos liberalizmu, który niestety posługuje się często równie brudnymi metodami w próbach dyskredytacji swoich przeciwników, jak konserwatyści.
Postawa liberalna działałaby doskonale, gdyby każdy był najlepszym sędzią we własnej sprawie. Niestety tak nie jest. Jakże często działamy pod wpływem emocji, kierujemy się zachcianką, dajemy się kierować swoim słabościom. Może czasami przydałby się ktoś, kto powiedziałby „stop”. Liberał może to uczynić, ale tylko w sposób „słaby”, odwołując się jedynie do rozsądku tego, do kogo kieruje swoje napomnienia. Rzecz jasna nie mówimy tutaj o sytuacjach łamaniu prawa. Ale tu też właśnie otwiera się niebezpieczeństwo dla pewnych odmian liberalizmu – żeby to, co złe, penalizować. I w ten sposób liberał niepostrzeżenie zamienia się w totalitarystę i paternalistę, jak to się dzieję moim zdaniem w przypadku Stanów Zjednoczonych. To też mi się nie podoba.
Konkludując: postawa liberalna jest moim zdaniem mimo wszystko najmniejszym złem, zakłada bowiem taktowanie dorosłych jak dorosłych, nie jak dzieci. I chociaż przynosi to czasem cierpienie, gdy widzisz, ze ktoś, na kim ci zależy, swoje życie zamienia w gówno, szacunek dla niego wymaga, abyś mu na to pozwolił. „Bo z tylu różnych dróg przez życie, każdy ma prawo wybrać źle” – jak śpiewał Jacek Kaczmarski.
A w końcu, dla równowagi i pozytywne przesłanie, które moim zdaniem wpisane jest w „dobry” liberalizm.
Przesłanie Nietzschego: „Lecz na miłość i nadzieję moją zaklinam cię, bracie, nie wyrzucaj bohatera z swej duszy! Dzierżyj święcie swą najwyższą nadzieję!” [F. Nietzsche, „Tako rzecze Zaratustra, „ O drzewie na wzgórzu”, przeł. Wacław Berent, Poznań 1995, s. 38]."
---
Michał Kacprzak, wpis na Facebook 18.08.2013 r.
niedziela, 8 czerwca 2008
Władza nad władzą innych
Władza jest względna: jej prawdziwą miarą jest to, o ile władza jednego człowieka góruje nad władzą innych wokół niego. Z tego wynika, pisał Hobbes, że dążenie do władzy jest w istocie dążeniem do władzy nad władzą innych ludzi. Ale w jaki sposób można uzyskać władzę nad władzą innych ludzi?
W burżuazyjnym, rynkowym społeczeństwie, które zaczęło dominować w kulturowym krajobrazie połowy XVII wieku, odpowiedź była prosta: można ją kupić. Jeden człowiek płaci drugiemu, by ten działał w jego imieniu i poddawał się jego woli.
To niekoniecznie znaczy, jak mogłoby się wydawać, że ludzie dysponujący wielką władzą wynajmują innych jako swoich zbirów, pachołków i żołnierzy. Hobbes miał raczej na myśli to, jak zamożny kupiec zatrudnia pracowników, by wytworzyli i rozprowadzili jego towary, lub rzemieślnik wynajmuje pracowników, by wypełnić umowę. Sformułowanie Hobbesa jest równie zimnie, jak jego model człowieka jako maszyny: "Wartością człowieka, podobnie jak w przypadku wszystkich innych rzeczy, jest jego cena; to znaczy: wart jest on tyle, ile by dano za korzystanie z jego siły". Oto etyka wolnego rynku - trzeba wykupić konkurencję.
---
"Masa krytyczna. Jak jedno z drugiego wynika", Philip Ball, s. 35, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2007 r.
W burżuazyjnym, rynkowym społeczeństwie, które zaczęło dominować w kulturowym krajobrazie połowy XVII wieku, odpowiedź była prosta: można ją kupić. Jeden człowiek płaci drugiemu, by ten działał w jego imieniu i poddawał się jego woli.
To niekoniecznie znaczy, jak mogłoby się wydawać, że ludzie dysponujący wielką władzą wynajmują innych jako swoich zbirów, pachołków i żołnierzy. Hobbes miał raczej na myśli to, jak zamożny kupiec zatrudnia pracowników, by wytworzyli i rozprowadzili jego towary, lub rzemieślnik wynajmuje pracowników, by wypełnić umowę. Sformułowanie Hobbesa jest równie zimnie, jak jego model człowieka jako maszyny: "Wartością człowieka, podobnie jak w przypadku wszystkich innych rzeczy, jest jego cena; to znaczy: wart jest on tyle, ile by dano za korzystanie z jego siły". Oto etyka wolnego rynku - trzeba wykupić konkurencję.
---
"Masa krytyczna. Jak jedno z drugiego wynika", Philip Ball, s. 35, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2007 r.
poniedziałek, 24 marca 2008
Cuchnące wrzody faszyzmu
Ciężko, z tragicznym mozołem ginie naród, jak umierający słoń. Nie, naród ginie jak tysiące umierających słoni. Człowiek pojedynczy umiera pięknie, naród zawsze w sposób odrażający. Wśród wielu objawów pojawiają się także cuchnące wrzody faszyzmu. Naród nigdy nie wie, że zbliża się jego kres, więc myśli, że te wrzody to drobna niedomoga, która rychło minie. I rzeczywiście mija, bo jest tylko zwiastunem ostatecznej zagłady. Na ciele przyduszonego do ściany narodu wybrzuszają się ohydne karbunkuły oszalałego, zdziczałego nacjonalizmu. Chory organizm, organizm skazany na unicestwienie szuka w ten sposób ratunku, pragnie z siebie wypuścić złą krew, chce w zawrotnej gorączce faszyzmu, chce w bydlęcej malignie nacjonalizmu przetrwać śmiertelny kryzys, którego jednak już nie zdoła przetrwać. Taki faszyzm budzi odrazę, ale może też budzić współczucie. Taki faszyzm przypomina truciznę, która truje samą siebie, taki faszyzm przypomina ogień, który pożera sam siebie. Taki faszyzm sprawia, że inne narody przyjmują z ulgą wstrętną śmierć denata.
W wielkich narodach, które nie giną, gdyż żywią się padliną małych narodów, wezbrany faszyzm przerywa wszelkie tamy i wylewa się na cały świat. U małych narodów gnilna ciecz ścieka w głąb organizmu, przyspieszając śmierć. Dla faszyzmu wielkich narodów ludzie znajdują wiele pięknych słów. Dla faszyzmu niewielkiego narodu mają tylko słowa pogardy. To straszne widzieć naród umierający w konwulsjach faszyzmu. Tak się dla wielu z nas skończył 68 r.
---
Cytat z Tadeusza Konwickiego w artykule "Marzec, Maj - a z wolnością kłopot (Michnik spiera się z Cohn-Benditem)", Gazeta Wyborcza na Wielkanoc 2008
W wielkich narodach, które nie giną, gdyż żywią się padliną małych narodów, wezbrany faszyzm przerywa wszelkie tamy i wylewa się na cały świat. U małych narodów gnilna ciecz ścieka w głąb organizmu, przyspieszając śmierć. Dla faszyzmu wielkich narodów ludzie znajdują wiele pięknych słów. Dla faszyzmu niewielkiego narodu mają tylko słowa pogardy. To straszne widzieć naród umierający w konwulsjach faszyzmu. Tak się dla wielu z nas skończył 68 r.
---
Cytat z Tadeusza Konwickiego w artykule "Marzec, Maj - a z wolnością kłopot (Michnik spiera się z Cohn-Benditem)", Gazeta Wyborcza na Wielkanoc 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)
