sobota, 14 czerwca 2008

Bóg nie jako punkt wyjścia, ale punkt dojścia

Krystian Lupa: (...) Bóg jest postacią konieczną w duszy ludzkiej, żadna kultura sobie bez niej nie poradziła. Postacią, która jest rodzajem projekcji, jakby wystrzeleniem celu człowieka w kosmos, w transcendencję, po to, żeby go ścigał. Jest taka cudowna scena w filmie "Stalker" Tarkowskiego, gdzie rzucają przed siebie śruby ze wstążkami, żeby zobaczyć, czy można tamtędy przejść.

Katarzyna Bielas: Sprawdzają, czy ta lotka nie zniknie w przestrzeni.

Krystian Lupa: Możemy zniknąć, zapaść się, może nas pożreć to miejsce. Trzeba rzucić śrubką i zobaczyć, czy można iść. Bóg to jest taka śrubka, którą rzuciliśmy przed siebie i teraz tam idziemy. Doszliśmy do miejsca, gdzie upadła, bierzemy nową i znów rzucamy. Tak idzie ludzkość, do przodu, tak jakby była kolejnymi wcieleniami Boga.

Być może Bóg nie jest początkiem, tylko punktem dojścia człowieka, efektem kumulacji i wynikiem działania ludzkiej duchowości przez wieki.

---
"Kwiaty we włosach", Wywiad z Krystianem Lupą, Gazeta Wyborcza - Duży Format, s. 5, 9.04.2008 r.

niedziela, 8 czerwca 2008

Władza nad władzą innych

Władza jest względna: jej prawdziwą miarą jest to, o ile władza jednego człowieka góruje nad władzą innych wokół niego. Z tego wynika, pisał Hobbes, że dążenie do władzy jest w istocie dążeniem do władzy nad władzą innych ludzi. Ale w jaki sposób można uzyskać władzę nad władzą innych ludzi?

W burżuazyjnym, rynkowym społeczeństwie, które zaczęło dominować w kulturowym krajobrazie połowy XVII wieku, odpowiedź była prosta: można ją kupić. Jeden człowiek płaci drugiemu, by ten działał w jego imieniu i poddawał się jego woli.

To niekoniecznie znaczy, jak mogłoby się wydawać, że ludzie dysponujący wielką władzą wynajmują innych jako swoich zbirów, pachołków i żołnierzy. Hobbes miał raczej na myśli to, jak zamożny kupiec zatrudnia pracowników, by wytworzyli i rozprowadzili jego towary, lub rzemieślnik wynajmuje pracowników, by wypełnić umowę. Sformułowanie Hobbesa jest równie zimnie, jak jego model człowieka jako maszyny: "Wartością człowieka, podobnie jak w przypadku wszystkich innych rzeczy, jest jego cena; to znaczy: wart jest on tyle, ile by dano za korzystanie z jego siły". Oto etyka wolnego rynku - trzeba wykupić konkurencję.

---
"Masa krytyczna. Jak jedno z drugiego wynika", Philip Ball, s. 35, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2007 r.

środa, 28 maja 2008

Their weirdest hour

The Trojan War was essentially just a piratical kidnap caper gone wrong, but it produced tales of gods and monsters, magic and secret survivals. How many more legends, then, can the mightiest conflict in human history create? Even during the war, writers dreamed up alternate endings, and fliers saw strange lights in the sky that became a mythology all their own. America's first native-born gods leaped tall buildings and battled the Axis. Before Hitler's ashes had cooled, there were whispers that he had escaped to a hidden fortress. The Third Reich, born of conspiracy, openly embraced irrational sorceries and boasted of wondrous superweapons, while perpetrating one of the mankind's most unthinkable evils.

This book is about all of that. For starters.


---
"GURPS WWII: Weird War II", Kenneth Hite with William H. Stoddard, s. 4, Steve Jackson Games, USA 2003 r.

wtorek, 20 maja 2008

Świadomość własnych ograniczeń

James Mill był dwadzieścia pięć lat młodszym żarliwym zwolennikiem doktryn Benthama, a zarazem aktywnym radykałem. (...)

Jak wszyscy radykałowie tego czasu wierzył we wszechmoc edukacji. Własne teorie wypróbowywał na własnym synu, Johnie Stuarcie Millu, ze skutkiem po części dobrym, po części złym. Najważniejszą złą konsekwencją było to, że John Stuart nigdy nie zdołał wyzwolić się do końca spod wpływu ojca, nawet wtedy, kiedy zrozumiał, że ma ciasny światopogląd.

---
"Dzieje filozofii Zachodu", Bertrand Russel, s. 878, Fundacja Aletheia, Warszawa 2000 r.

środa, 30 kwietnia 2008

Wiedza jako klucz do "nieśmiertelności"

W średniowieczu główną dyscypliną nauki była teologia. Z początkiem sekularyzacji rolę tę przejęły filozofia i historia. Dziś najważniejsze są fizyka, biologia, medycyna. Wszystkie te dyscypliny w swoim czasie dawały klucz do nieśmiertelności. Kiedyś przepustkę do wieczności dawało poznanie Boga.

Potem, wraz z pojawieniem się ideologii narodowych, taką namiastką nieśmiertelności było trwanie narodu. Naród potrzebował historii. A teraz przedłużać nasze życie mają podróże kosmiczne i biotechnologia, a także eksperymenty genetyczne.

---
"Albo umysł, albo ciało", Z Christiną von Braun rozmawia Ludwika Włodek-Biernat, Wysokie Obcasy, 26 kwietnia 2008 r.

sobota, 26 kwietnia 2008

Ciemna strona robaka

Na czym polega ciemna strona robaka?
– Owady to olbrzymia grupa, więc teoretycznie można trafić na gatunek trujący. W Afryce niedawno zmarło dziecko, które najadło się koników polnych. Jak się potem okazało, te koniki żerowały wcześniej na bardzo trującej roślinie i nagromadziły w sobie duże stężenie toksyn. Zdarzają się przypadki śmierci indyków, którym w wola powbijały się ostre części chitynowych pancerzyków. Pojawia się pytanie: Jeśli­ zjem chrząszcza z takim pancerzykiem, to czy gdzieś mi się nie nabije albo czy nie dostanę ataku wyrostka robaczkowego? Dlatego chrząszczy nie jem.

Czego jeszcze pan unika?
– Nie pcham się do kolorowych gąsienic. Próbowałem parę gatunków, ale były gorzkie i niesmaczne. Poza tym jestem otwarty na nowe wrażenia… Dobre są koniki polne albo wije, popularnie zwane stonogami. Zupełnie jak kurczaki. W Polsce ciężko się wijami najeść, ale w Anglii są bardzo pospolite. Pracowałem tam jako ogrodnik i kiedy zdzierałem bluszcz z murów, wije spadały mi na ręce. A ja jak ptak – co mi spadło, to zjadałem. Dużo tego było, nawet kilkadziesiąt sztuk dziennie.

I to wszystko na surowo?
– Zaczynałem na surowo, ale to zawsze większe ryzyko zatrucia się bakteriami lub pasożytami. Jeśli się wczytać, czym grozi spożywanie surowych owadów, to odechciewa się eksperymentów. Ale mimo wszystko jest to pewnie bezpieczniejsze niż mięso z supermarketu...

Osy pan poleca?
– Larwy są przepyszne, można je zajadać na surowo. Smakują jak małe rodzyneczki. Jeszcze smaczniejsze są szerszenie. Dwa lata temu zjadłem całe gniazdo. Wielkie, tłuste larwy, na pół palca. W sumie zebrało się tego z pół kilo. Niestety, wcześniej podtrułem je lekko muchozolem... Nie przyznałem się żonie, ale zrobiły mi się od tego pęcherze w ustach i plułem krwią.

---
"Człowiek, który zje wszystko", Przekrój, 13 marca 2008 r.

poniedziałek, 24 marca 2008

Rozwiąż różniczkę

Protest szybko przybierał zorganizowane formy. Oprócz komitetów strajkowych działały także grupy porządkowe, które miały pilnować, by na teren uczelni nie dostali się donosiciele i prowokatorzy. Autor anonimowej relacji wspominał po latach: "Brat brał udział w strajku na Politechnice, miałem wtedy 14 lat i nosiłem mu jedzenie. Widziałem, jak pod bramkę podchodzą różni ludzie i mówią, że są studentami, żeby ich wpuścić. Bramkarze dawali im kredę i prosili, żeby na chodniku przed bramą rozwiązywali różniczki. To był taki sprawdzian, kto jest studentem, a kto szpiclem".

---
Piotr Osęka "Co się zdarzyło 22 marca 1968 roku" (Tak toczył się Marzec. Kalendarium wydarzeń sprzed 40 lat), Gazeta Wyborcza na Wielkanoc 2008

Cuchnące wrzody faszyzmu

Ciężko, z tragicznym mozołem ginie naród, jak umierający słoń. Nie, naród ginie jak tysiące umierających słoni. Człowiek pojedynczy umiera pięknie, naród zawsze w sposób odrażający. Wśród wielu objawów pojawiają się także cuchnące wrzody faszyzmu. Naród nigdy nie wie, że zbliża się jego kres, więc myśli, że te wrzody to drobna niedomoga, która rychło minie. I rzeczywiście mija, bo jest tylko zwiastunem ostatecznej zagłady. Na ciele przyduszonego do ściany narodu wybrzuszają się ohydne karbunkuły oszalałego, zdziczałego nacjonalizmu. Chory organizm, organizm skazany na unicestwienie szuka w ten sposób ratunku, pragnie z siebie wypuścić złą krew, chce w zawrotnej gorączce faszyzmu, chce w bydlęcej malignie nacjonalizmu przetrwać śmiertelny kryzys, którego jednak już nie zdoła przetrwać. Taki faszyzm budzi odrazę, ale może też budzić współczucie. Taki faszyzm przypomina truciznę, która truje samą siebie, taki faszyzm przypomina ogień, który pożera sam siebie. Taki faszyzm sprawia, że inne narody przyjmują z ulgą wstrętną śmierć denata.

W wielkich narodach, które nie giną, gdyż żywią się padliną małych narodów, wezbrany faszyzm przerywa wszelkie tamy i wylewa się na cały świat. U małych narodów gnilna ciecz ścieka w głąb organizmu, przyspieszając śmierć. Dla faszyzmu wielkich narodów ludzie znajdują wiele pięknych słów. Dla faszyzmu niewielkiego narodu mają tylko słowa pogardy. To straszne widzieć naród umierający w konwulsjach faszyzmu. Tak się dla wielu z nas skończył 68 r.

---
Cytat z Tadeusza Konwickiego w artykule "Marzec, Maj - a z wolnością kłopot (Michnik spiera się z Cohn-Benditem)", Gazeta Wyborcza na Wielkanoc 2008

Idealista na stosie

To, co teraz powiem, jest ryzykowne, i wiem, że będę za to bity, ale w imię prawdy powiem, że powtarzaliśmy sobie wówczas: dopóki ten świat jest taki, jaki jest, ja nie mam ochoty umierać we własnym łóżku.

Dlaczego to jest ryzykowne? Bo ten slogan wypowiedział Ernesto Che Guevara. Nie jestem dumny z tego, że byłem wtedy zafascynowany Guevarą. Powinienem być mądrzejszy. Ale jednak bym skłamał, gdybym się tego wyparł. Guevara był dla mnie romantykiem, który nie poprzestaje na frazesach, lecz za własne przekonania płaci sobą. Dziś dobrze wiem, że to nie wystarczy, bo są idealiści, którzy gotowi są spłonąć na stosie, ale przedtem spalić na tym stosie wszystkich innych.

---
Adam Michnik w artykule "Marzec, Maj - a z wolnością kłopot (Michnik spiera się z Cohn-Benditem)", Gazeta Wyborcza na Wielkanoc 2008

wtorek, 4 marca 2008

Biblia w władza

Kiedy przybyli do nas misjonarze, Afrykanie mieli ziemię, a przybysze Biblię. Uczyli nas, że podczas modlitwy powinniśmy mieć oczy zamknięte. Kiedy je otworzyliśmy, misjonarze mieli ziemię, a my Biblię.

---
Jomo Kenyatta, pierwszy premier i prezydent Kenii